Depresja to coraz częściej poruszany temat. Rozmowa o niej już nie jest takim wstydem jak kiedyś. Jesteśmy bardziej czujni na nastroje naszych bliskich. Kiedy ktoś nie wstaje z łóżka, jest smutny, nie je, nie chodzi do pracy i zaniedbuje się, pojawia się nam czerwona lampka w głowie. Czy ta osoba nie potrzebuje pomocy? Jak do niej dotrzeć? Co jednak, w przypadku depresji maskowanej? Jak zorientować się, że coś się dzieje, kiedy na pozór wszystko jest w porządku?
Depresja maskowana jest bardzo trudna do rozpoznania. Osoby zmagające się z nią często pozornie dobrze funkcjonują. Niejednokrotnie są uśmiechnięte, doskonale odnajdują się w pracy, są aktywne fizycznie, odbierane jako optymistyczne i skłonne do pomocy. W żaden sposób nie wpisują się w obraz depresji, jaki znamy. Z doświadczeń osobistych, reklam, czy artykułów.
Jednak prawda i prawdziwe emocje są starannie i głęboko schowane pod tą maską. Nierzadko sama osoba doświadczająca depresji, nie zdaje sobie sprawy z wewnętrznego cierpienia.
Przede wszystkim niespecyficzne i niełatwe do wyłapania. To nie będzie smutek „wprost”, łzy i pogorszone samopoczucie. Objawów depresji maskowanej musimy szukać gdzie indziej. Przede wszystkim w ciele oraz w sytuacjach, w których nie rozumiemy swoich zachowań.
Zawsze przed rozpoczęciem leczenia farmakologicznego warto się zastanowić, czy coś nie wydarzyło się ostatnio w życiu. Czy nie nastąpiła jakaś zmiana lub trauma. Czy objawom somatycznym nie towarzyszą inne, przedstawione poniżej?
Pomoc psychoterapeutyczna w przypadku depresji maskowanej jest nieoceniona. Doświadczona osoba z zewnątrz pozwoli dostrzec to, co głęboko ukryte i wyparte. Da bezpieczną przestrzeń do zmierzenia się z wewnętrznymi demonami.